Nazywam się Maria Okońska i chciałabym opowiedzieć Wam moją historię ….

Urodziłam się 16 grudnia 1920 roku w Warszawie, w rodzinie, w której tradycje religijne i patriotyczne były niezwykle żywe. Moje dzieciństwo zostało naznaczone wielką stratą ponieważ mój ojciec, Ludwik Okoński, zginął jako ochotnik w wojnie polsko-bolszewickiej w roku moich narodzin. Dorastając w wolnej Polsce, ukończyłam Liceum Królowej Jadwigi, gdzie w 1939 roku zdałam egzamin maturalny.

Momentem zwrotnym w moim życiu był obóz dla dziewcząt w Bukowinie Tatrzańskiej, prowadzony przez siostrę Emmanuelę, zmartwychwstankę. To właśnie tam doświadczyłam osobistego, głębokiego spotkania z Bogiem. To wydarzenie ukształtowało mnie na zawsze i wyznaczyło drogę, którą kroczyłam przez całe późniejsze lata.

Czas okupacji i „Ósemka”

W czasie wojennej zawieruchy podjęłam studia polonistyczne na tajnym Uniwersytecie Warszawskim oraz psychologię i pedagogikę na Uniwersytecie Ziem Zachodnich. Choć naukę kończyłam już po wojnie, uzyskując w 1946 roku tytuł magistra psychologii, to cały okres okupacji łączyłam z intensywną działalnością apostolską. Organizowałam tajne spotkania dla kilkuset dziewcząt. Spotykałyśmy się w małych grupach, by rozmawiać o Bogu, szczęściu, powołaniu kobiety i sile rodziny.

Byłam głęboko przekonana, że Polska odzyska wolność tylko wtedy, gdy wzmocni się moralnie – a to zależało przecież od poziomu polskich kobiet. Marzyłam o stworzeniu wielkiego ośrodka wychowawczego pod nazwą „Miasto Dziewcząt”. Zaraziłam tą ideą siedem moich koleżanek. Postanowiłyśmy całkowicie poświęcić życie tej sprawie. Tak powstała nasza „Ósemka” – zaczątek instytutu świeckiego, który dziś znany jest jako Instytut Prymasa Wyszyńskiego.

Decydujący wpływ na nasz kształt miało spotkanie z księdzem Stefanem Wyszyńskim w 1942 roku, kiedy ukrywał się w Laskach. Jako wybitny specjalista od katolickiej nauki społecznej, doskonale zrozumiał moją wizję i zgodził się zostać naszym kierownikiem duchowym.

Powstanie Warszawskie i Jasna Góra

Podczas Powstania Warszawskiego wraz z Marią Wantowską „Stefanią” i Janiną Michalską „Wiktorią” podjęłyśmy walkę duchową. Pod pseudonimem „Emmanuela” organizowałam modlitwy i podtrzymywałam na duchu mieszkańców stolicy. Napisałam wówczas odezwę „Nowa mobilizacja walczącej Warszawy”, wzywając do narodowego nawrócenia przed świętem Matki Bożej Częstochowskiej. Przez cały ten czas żarliwie modliłyśmy się o ocalenie ks. Wyszyńskiego – podświadomie czułam, że Bóg ma wobec niego wielkie plany.

Po upadku powstania przedarłyśmy się do Lasek, a stamtąd do Częstochowy. W skrajnym ubóstwie, bez dachu nad głową i pracy, rozpoczęłyśmy naszą formację duchową, aż w końcu ojcowie paulini dali nam schronienie na Jasnej Górze.

Gdy w 1946 roku mój kierownik duchowy został biskupem lubelskim, przeniosłam się za nim, podejmując studia na KUL-u i kontynuując pracę z młodzieżą żeńską. Moja niezależna działalność szybko ściągnęła na mnie uwagę komunistycznych władz. W 1948 roku zostałam aresztowana i spędziłam ponad trzy miesiące w więzieniu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego przy ul. Koszykowej w Warszawie.

W służbie uwięzionego Prymasa

W realiach brutalnego stalinizmu budowa „Miasta Dziewcząt” stała się niemożliwa. Kiedy bp Wyszyński został Prymasem Polski, cała nasza „Ósemka” zrozumiała, że odrodzenie Ojczyzny nie przyjdzie przez nasz pierwotny projekt, ale przez Jasną Górę – Civitas Dei – oraz przez posługę osaczonego przez komunistów Prymasa. Oddałyśmy wszystko Bogu przez Maryję w jego intencji.

Gdy w 1953 roku Ksiądz Prymas został aresztowany, zorganizowałam nieustanne czuwanie modlitewne. W 1954 roku podjęłam decyzję, by stać się dobrowolnym „więźniem” Matki Bożej – nie opuszczałam Jasnej Góry, trwając na modlitwie o jego uwolnienie.

W 1956 roku, gdy złagodzono reżim jego uwięzienia i przeniesiono go do Komańczy, wraz z Marią Wantowską postanowiłam do niego dotrzeć. Po pokonaniu ogromnych trudności, czasem z przepustką, a czasem idąc przez „zieloną granicę”, stałam się żywym łącznikiem między uwięzionym pasterzem a Jasną Górą.

To ja byłam tą osobą, która przekazała Księdzu Prymasowi prośbę Episkopatu i Paulinów o napisanie tekstu odnowionych Ślubów Narodu na 300-lecie ślubów Jana Kazimierza. Początkowo bardzo się bronił, uważając, że jako więzień nie ma prawa działać. Przekonałam go ostatecznie argumentem, że przecież listy św. Pawła także powstawały w więzieniu. Uległ. 16 maja 1956 roku napisał tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu, który potajemnie wywiozłam z Komańczy.

W dniu samych Ślubów, 26 sierpnia 1956 roku, cudem zdobyłam przepustkę, by być przy nim w Komańczy. Przywiozłam mu hostię z Jasnej Góry. Byłam jedynym świadkiem, gdy w odosobnieniu składał te śluby narodowi, a ja, w imieniu całego Kościoła w Polsce, odpowiadałam mu: „Królowo Polski, przyrzekamy”.

Ocalić dziedzictwo dla przyszłości

Po jego uwolnieniu w październiku 1956 roku oddałam do jego dyspozycji cały nasz Instytut, by realizować program Ślubów i Wielkiej Nowenny. 3 maja 1957 roku Prymas formalnie powołał do życia Instytut Prymasowski Ślubów Narodu na Jasnej Górze, którego stałam się duszą.

Nasza praca była solą w oku władzy. W 1958 roku Urząd Bezpieczeństwa brutalnie napadł na nasze biuro na Jasnej Górze, aresztując pracowników i niszcząc sprzęt. Gdy to nas nie złamało, bezpieka zaczęła rozsiewać wśród księży podłą plotkę, że jesteśmy „szpiegami Prymasa”, które kontrolują parafie. Było to niezwykle bolesne i krzywdzące kłamstwo, całkowicie sprzeczne z krystaliczną uczciwością i szacunkiem, jaki Kardynał Wyszyński żywił do swoich kapłanów.

Za swoje największe życiowe zadanie uznałam ocalenie od zapomnienia słów Prymasa Tysiąclecia. Z mojej inicjatywy przez dekady nagrywałyśmy, przepisywałyśmy z taśm magnetofonowych i opracowywałyśmy każde jego kazanie, które on potem osobiście autoryzował. Poświęciłam temu tysiące nocy. Przez moje ręce przeszło 67 tomów maszynopisów, które stały się fundamentem pod wydawane współcześnie „Dzieła zebrane”.

W swoim przedśmiertnym Testamencie Warszawskim Ojciec Prymas wymienił mnie w gronie najbliższych współpracowników, co poczytuję za swój największy zaszczyt. Do końca moich dni na ziemi, współpracując blisko także z papieżem Janem Pawłem II, dbałam o zachowanie pamięci o nim i o to, by Polska prawdziwie pozostała Królestwem Chrystusa i Jego Matki.

Maria Okońska zmarła 6 maja 2013 roku w Częstochowie w wieku 92 lat.

Za swoje zasługi i walkę w Powstaniu Warszawskim,

została odznaczona w 2009 roku Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Spoczywa w grobowcu Instytutu na cmentarzu Bródnowskim w Warszawie.